środa, 9 listopada 2011

Miśkowanie

czyli docieplanie, dogrzewanie. Ja zawsze się miśkuję już o tej porze. Odkurzam szaliki, czapki, chusty. Po prostu zmarzluch jestem i tyle. Już teraz nawet , gdy temperatura rano jest ok. -2 stopnie, a ja wracam z pracy to wkładam czapkę i otulam się Moim szyjogrzejem. 
No i oczywiście do spania muszę mieć skarpetki. 
Kiedyś, kiedyś zrobiłam chłopakom też do spania skarpetki. Robiłam "na oko".
Włóczka jakaś z odzysku , ale bardzo im się podobały. Niestety wyrośli. Załapał się na zdjęcie mój ulubiony kubek z kawą ;o)
Ciąg dalszy walki z resztkami włóczek i oto są
  Te są dla mnie. Trochę krzywo przyszyłam kwiatki, ale już nie będę odpruwać. 
Starałam się podejść do nich już profesjonalnie, więc zakupiłam odpowiednie pomoce

Palce były robione według gazetki, a pięta według książki ;))) Wyszły jakie wyszły. Mnie się podobają. Następne będą lepsze. 

Ja w szyjogrzeju. 

Ta włóczka jest wspaniała: nie gryzie, cieplutka, w robocie spływa expresem z szydełka.  

Zaczęłam powoli przygotowania do świąt.

Nastąpił u Mnie również wielki powrót do krzyżyków, które zasiedziały się na kanwie od zeszłej zimy. Ale nic więcej na ten temat, bo to prezent

Pamiętacie jak szukałam haftu z damą motylkową ? Dziewczyny Tu organizują SAL-a czyli po prostu haftują te, które się zgłoszą. Mam straszną ochotę się dołączyć, ale nigdy nie brałam udziału w takiej zabawie. Zachęca mnie również  to, że nie ma konkretnego terminu ukończenia pracy ; ). Kupiłam już wszystko do motylkowej damy, ale na razie myślę....Nie lubię podejmować wyzwań a później "odpuścić".

Znowu Blogger zjadł Mi obserwatorów!!!!


 Pozdrawiam zaglądających : *